-
Nissan Leaf. Po 5 latach zasięg spadł do 60 km, za wymianę baterii zażądano równowartość…
Pasywnie chłodzone baterie Nissana Leafa nie lubią upałów. Boleśnie przekonał się o tym pewien Australijczyk, któremu w ciągu pięciu lat zasięg spadł ze 120 do poniżej 60 kilometrów. Po kolejnych 2 latach dealer zaproponował wymianę baterii, za którą wystawiono mu fakturę na równowartość 89 tysięcy złotych.
Wszystkie generacje Nissana Leafa – pierwsza, druga oraz najnowsza, e+ – posiadają baterie, które nie są aktywnie chłodzone. W gorącym klimacie może to przyspieszać degradację ogniw przekładającą się na utratę pojemności, w umiarkowanym „tylko” przegrzewanie się i wolniejsze szybkie ładowanie.
Wspomniany przez nas australijski inżynier, Phillip Carlson, kupił jeden z pierwszych modeli Nissana Leafa (2012) z baterią o pojemności 21 kWh (pojemność całkowita: 24 kWh). Zapłacił za niego równowartość 143 tysięcy złotych. Był zadowolony z elektrycznego napędu, ale nie mógł się nadziwić, że nie osiąga deklarowanych przez producenta 175 km zasięgu.
Nic dziwnego: realny zasięg Nissana Leafa (2012) wynosił 117 kilometrów.
Zgłaszał swój problem dealerowi, ale był regularnie informowany, że z Leafem wszystko jest w porządku. Po pięciu latach auto z trudem przejeżdżało 60 kilometrów na jednym ładowaniu.
Gdy minęły kolejne dwa lata (tj. w roku 2019) i zasięg spadł do 40 kilometrów latem i 25 kilometrów zimą (z ogrzewaniem), salon po raz pierwszy postanowił przyjrzeć się problemowi. Uznano, że w samochodzie należy wymienić baterię – właścicielowi auta wystawiono fakturę na równowartość 89 tysięcy złotych (33 385 dolarów australiskich) – rachunek można zobaczyć na stronie Daily Mail Australia.
Właściciel w niezbyt elegancki sposób odmówił salonowi („piss off”), a australijski oddział Nissana, który rozmawiał z dziennikiem, stwierdził, że „współpracuje z właścicielem, żeby zaadresować jego obawy”.
Dla porównania: na australijskim rynku wtórnym taki samochód można kupić za równowartość około 32 tysięcy złotych.
„Następny samochód? Tesla Model 3”
Carlson uznał, że problem z jego samochodem wziął się z faktu, że Leaf ma pasywnie chłodzoną baterię. Mimo szczerego wysiłku Nissana nie zniechęcił się do elektryków, postanowił jednak, że następnym autem będzie Tesla Model 3. Ma lepszy zasięg, lepsze wsparcie, baterie chłodzone cieczą, a producent wydaje się troszczyć o klientów.
Leafa uważa za „fantastyczny samochód”, ale nie jest już w stanie nim zbyt daleko jeździć…
-
Cena Nissan Leaf
Aktualne ceny Nissana Leafa nie napawają optymizmem. Choć do niedawna był to najpopularniejszy samochód elektryczny na świecie, który emobilność wprowadził pod strzechy, za sensownie wyposażony model zapłacimy dziś ponad 170 tysięcy złotych. Ceny znowu urosły, choć w Polsce od kilku miesięcy nie obowiązuje akcyza na samochody elektryczne – więc tańsze dla importera modele powinny już trafić do salonów.
Aktualne ceny Nissana Leafa: akcyza odpadła, ceny urosły
Zgodnie z wartościami cennikowymi na początek maja 2019 roku, najtańszy nowy Nissan Leaf (2019) Acenta z baterią o pojemności użytecznej około 37,5 kWh (całkowita: 40 kWh) kosztuje dziś co najmniej 157 700 złotych. Jeszcze w lutym 2019 auto było o 2,2 tysiąca złotych tańsze.
Podrożały również dwa pozostałe warianty: Leaf N-Connecta kosztuje 170 100 zł zamiast niedawnych 166 900 zł (+3 200 zł, najwyższy wzrost w gamie), Leaf Tekna natomiast wyrównał cenę Leafa 3.ZERO i kosztuje 175 800 złotych zamiast niedawnych 173 600 zł (+2 200 zł).
W cennikach zadebiutował także niebędący edycją specjalną Nissan Leaf e+ w najwyższym wariancie wyposażeniowym Tekna. Za samochód zapłacimy 201 300 zł, czyli o… 100 złotych więcej niż kosztował wariant Leaf e+ 3.ZERO.
Gwoli przypomnienia: Nissan Leaf „40 kWh” to samochód elektryczny segmentu C o realnym zasięgu w trybie mieszanym wynoszącym 243 km. Edycja Leaf e+ wyposażona jest w większą baterię o pojemności całkowitej równej 62 kWh. Realny zasięg tej wersji w wariancie Tekna wynosi około 346 kilometrów w trybie mieszanym (według EPA). Warianty słabiej wyposażone osiągają o 18 kilometrów (+5 procent) więcej, ale… nie ma ich w Polsce.